A blog umarł i nie żyje, że tak sparafrazuję Franza z Psów. Posłuży więc może za miejsce na dziennik naszej podróży do Tajlandii. Apka na Androida zainstalowana, więc możemy testować. Robota wypchnięta z zapasem, tematy firmowe zabezpieczone, obsługa kota zapewniona, auto schowane w garażu, paszporty i bilety spakowane, możemy chyba wyruszać. I tylko najtrudniej z moim Skarbuniem pożegnać się na 17 dni. To ledwie 8 miesięcy jak jest tu z nami (plus dziewięć w środku), a człowiek ma wrażenie jakby była od zawsze.
4 komentarze:
LUBIĘ TO! - i wrzucam w harmonogram dnia ;)
Dawaj wpis ;-)
podobno wpisy z Bangkoku miały to być :)
chyba że neta nie macie...
hahaha - Anka będzie na odwyku :)
Ja tu codziennie, rano i wieczorem, robię kukenluken i nic.... Tak, tak obiecanki cacanki....
Prześlij komentarz