czwartek, 26 września 2013

Dni pierwszy i drugi - podróż (Wrocław - Warszawa - Berlin - Abu Dhabi)

Do Warszawy przyjechaliśmy z Wrocławia o świcie polskimbusem w dość komfortowych (jak na autobus) warunkach i choć jako zdeklarowany miłośnik kolei wolę pociągi, to argumenty takie jak 4x niższa cena od "TeeLKi" drugiej klasy i dobre 7x od IC drugiej klasy, zaklepane w tej cenie miejsce oraz nowoczesny i komfortowy tabor przemawiają na niekorzyść PKP nawet do mnie (zresztą jak każdy szanujący się polski miłośnik kolei - lubię kolej, nie znoszę PKP). Nie tylko do mnie zresztą - zarówno nasz nocny autobus jak i dzienny Ani zajęte były niemalże do ostatniego miejsca, siatka i częstotliwość kursów sukcesywnie są więc zwiększane, więc brawa dla polskiegobusa. To, że Polska zmienia się w niesamowitym tempie widać od lat w zasadzie na każdym kroku i obserwuję to podczas każdej mojej krótszej czy dłuższej podróży przez nasz kraj, widać to bardzo także w stolicy, która nota bene własnie odwołuje swoją prezydent, a ulotki "100 inwestycji w Warszawie" jej zwolennicy rozdają np. pod pałacem wilanowskim. Polskibus dojeżdża do nowoczesnego, odpicowanego centrum przesiadkowego Metro Młociny, skąd pachnącymi jeszcze nowością pociągami warszawskiego metra w ciągu kilku dłuższych chwil dojeżdżamy do centrum. Jest też nowa linia na lotnisko z równie nowoczesnym taborem i sporo nowych pociągów SKM, wszędzie ładne i jasne rozpiski tras i zapowiadanie przystanków. I tylko dworce Centralny i Śródmieście wyglądają niemalże tak samo jak wtedy, gdy z moim tatusiem jako mały chłopczyk jeździłem do babci, a główną atrakcją po przyjeździe na centralny były przejażdżki schodami ruchomymi, bo takiej atrakcji w moim Wrocławiu wówczas nie było. I tylko wszelkiej maści kababy, pity i im podobne przybytki rodem z ukraińskich "wokzał"-ów zamieniono na plastikowe Coffe Heaven'y, Starbucksy i im podobne z kawą po dychę i kanapkami po piętnaście plz za sztukę. W międzyczasie, nim na dobre jeszcze wyszliśmy z dworca na który przyjechaliśmy, zapłaciliśmy pierwsze podczas tego wyjazdu frycowe. W SkyCashu zakupiłem za 2x24 zł dwie dobówki na 1-2 strefę, by kilka chwil później wpatrując się przymulonym od niewyspania tępym wzrokiem w monitor w metrze przeczytaliśmy info o darmowej tego dnia komunikacji w związku z Dniem Bez Samochodu. Wracając z lotniska, gdzie zostawiliśmy nasze bagaże, zdążyłem wysłać reklamację w tej sprawie do ZTM Warszawa. W Piastowie pod Warszawką zjedliśmy śniadanie z rodzinką i udaliśmy sie do Centrum Nauki Kopernik, które jednak i tym razem przełożyliśmy ostatecznie na inną okazję w związku z 1,5-godzinną kolejką do kas. Zamiast po Koperniku poszlajaliśmy się więc po Wilanowie, którego nie widziałem z 10 lat, po czym pojechaliśmy do polecanej m.in. przez Trip Advisor warszawskiej knajpki z indyjskim żarciem, gdzie nażarliśmy się po uszy. Potem po drodze zahaczyliśmy jeszcze o pub, w którym spróbowałem belgijskiego piwa, którego nazwy już nie pamiętam i pojechaliśmy na lotnisko. Tu spotkaliśmy się z Anią, nadaliśmy bagaże do BKK (najpierw przekładając najbardziej krytyczne rzeczy do bagażu podręcznego), i po z okładem godzinnym locie kosiarką spalinową Bombardier Dash-8, byliśmy na lotnisku Berlin Tegel. Tutaj mieliśmy przesiadkę na lot Air Berlin do Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mimo że Europę i okolice zlatałej już wzdłuż i wszerz, mój licznik na flightdiary pokazywał już sto kilkanaście lotów rejsowych, to ten dopiero był pierwszym moim przelotem samolotem szerokokadłubowym. Słuszne gabaryty Airbusa A330 robiły więc wrażenie. Rozpędzający się po pasie startowym robi wrażenie stodoły na kółkach, z trochę na siłę dosztukowanymi skrzydłami, mimo to jednak oderwał się od ziemi, choć aż dziw bierze :) Ciekawe jakie jest wrażenie w A380. Piękne widoki na Berlin szybko ukryły się za chmurami, przystąpiliśmy więc do testowania systemu multimedialnego, który każdy z nas miał w poprzedzającym fotelu, nasz A330 niedawno chyba wyjechał dopiero z fabryki. Po przejrzeni wyboru filmów, muzy, teledysków i gierek odpaliliśmy sobie w końcu śledzenie trasy lotu i jego parametrów, podłączyliśmy do gniazdek wszystkie nasze telefony i "power bank", a sami przystąpiliśmy tym razem do testowania baru pokładowego, na dobry i spokojnny sen :D W prezencie od Air Berlin dostaliśmy jeszcze gustowną paczuszkę ze ...skarpetkami, zatyczkami do uszu, szczoteczką i pastą oraz opaską na oczy. Taaaak, szczególnie jeśli chodzi o ten ostatni prezent, to widzę dla niego pewien potencjał ;-D. Na dziś wpis czas zakończyć, bo przynieśli jakieś papu. W tej chwili jesteśmy 11952 m n.p.m., na zewnątrz jest -59 stopni C, do lądowania w Abu Zabi mamy 4h26min i wg mapy z wolna (913 km/h) zbliżamy się do granicy ukraińsko-mołdawskiej. Ciąg dalszy w kolejnym odcinku [postaram sie przepisać jeszcze dzisiaj - przyp.red. z teraz ;)]

Abu Dhabi International Airport, wrzesień 2013

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Lubię to!