Do Warszawy
przyjechaliśmy z Wrocławia o świcie polskimbusem w dość komfortowych (jak na
autobus) warunkach i choć jako zdeklarowany miłośnik kolei wolę pociągi, to
argumenty takie jak 4x niższa cena od "TeeLKi" drugiej klasy i dobre
7x od IC drugiej klasy, zaklepane w tej cenie miejsce oraz nowoczesny i
komfortowy tabor przemawiają na niekorzyść PKP nawet do mnie (zresztą jak każdy
szanujący się polski miłośnik kolei - lubię kolej, nie znoszę PKP). Nie tylko
do mnie zresztą - zarówno nasz nocny autobus jak i dzienny Ani zajęte były
niemalże do ostatniego miejsca, siatka i częstotliwość kursów sukcesywnie są
więc zwiększane, więc brawa dla polskiegobusa. To, że Polska zmienia się w
niesamowitym tempie widać od lat w zasadzie na każdym kroku i obserwuję to
podczas każdej mojej krótszej czy dłuższej podróży przez nasz kraj, widać to
bardzo także w stolicy, która nota bene własnie odwołuje swoją prezydent, a
ulotki "100 inwestycji w Warszawie" jej zwolennicy rozdają np. pod
pałacem wilanowskim. Polskibus dojeżdża do nowoczesnego, odpicowanego centrum
przesiadkowego Metro Młociny, skąd pachnącymi jeszcze nowością pociągami
warszawskiego metra w ciągu kilku dłuższych chwil dojeżdżamy do centrum. Jest też
nowa linia na lotnisko z równie nowoczesnym taborem i sporo nowych pociągów
SKM, wszędzie ładne i jasne rozpiski tras i zapowiadanie przystanków. I tylko
dworce Centralny i Śródmieście wyglądają niemalże tak samo jak wtedy, gdy z
moim tatusiem jako mały chłopczyk jeździłem do babci, a główną atrakcją po
przyjeździe na centralny były przejażdżki schodami ruchomymi, bo takiej
atrakcji w moim Wrocławiu wówczas nie było. I tylko wszelkiej maści kababy,
pity i im podobne przybytki rodem z ukraińskich "wokzał"-ów
zamieniono na plastikowe Coffe Heaven'y, Starbucksy i im podobne z kawą po
dychę i kanapkami po piętnaście plz za sztukę. W międzyczasie, nim na dobre
jeszcze wyszliśmy z dworca na który przyjechaliśmy, zapłaciliśmy pierwsze
podczas tego wyjazdu frycowe. W SkyCashu zakupiłem za 2x24 zł dwie dobówki na
1-2 strefę, by kilka chwil później wpatrując się przymulonym od niewyspania
tępym wzrokiem w monitor w metrze przeczytaliśmy info o darmowej tego dnia
komunikacji w związku z Dniem Bez Samochodu. Wracając z lotniska, gdzie
zostawiliśmy nasze bagaże, zdążyłem wysłać reklamację w tej sprawie do ZTM
Warszawa. W Piastowie pod Warszawką zjedliśmy śniadanie z rodzinką i udaliśmy
sie do Centrum Nauki Kopernik, które jednak i tym razem przełożyliśmy
ostatecznie na inną okazję w związku z 1,5-godzinną kolejką do kas. Zamiast po
Koperniku poszlajaliśmy się więc po Wilanowie, którego nie widziałem z 10 lat,
po czym pojechaliśmy do polecanej m.in. przez Trip Advisor warszawskiej knajpki
z indyjskim żarciem, gdzie nażarliśmy się po uszy. Potem po drodze zahaczyliśmy
jeszcze o pub, w którym spróbowałem belgijskiego piwa, którego nazwy już nie
pamiętam i pojechaliśmy na lotnisko. Tu spotkaliśmy się z Anią, nadaliśmy
bagaże do BKK (najpierw przekładając najbardziej krytyczne rzeczy do bagażu
podręcznego), i po z okładem godzinnym locie kosiarką spalinową Bombardier
Dash-8, byliśmy na lotnisku Berlin Tegel. Tutaj mieliśmy przesiadkę na lot Air
Berlin do Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Mimo że Europę i
okolice zlatałej już wzdłuż i wszerz, mój licznik na flightdiary pokazywał już
sto kilkanaście lotów rejsowych, to ten dopiero był pierwszym moim przelotem
samolotem szerokokadłubowym. Słuszne gabaryty Airbusa A330 robiły więc
wrażenie. Rozpędzający się po pasie startowym robi wrażenie stodoły na kółkach,
z trochę na siłę dosztukowanymi skrzydłami, mimo to jednak oderwał się od
ziemi, choć aż dziw bierze :) Ciekawe jakie jest wrażenie w A380. Piękne widoki
na Berlin szybko ukryły się za chmurami, przystąpiliśmy więc do testowania
systemu multimedialnego, który każdy z nas miał w poprzedzającym fotelu, nasz
A330 niedawno chyba wyjechał dopiero z fabryki. Po przejrzeni wyboru filmów,
muzy, teledysków i gierek odpaliliśmy sobie w końcu śledzenie trasy lotu i jego
parametrów, podłączyliśmy do gniazdek wszystkie nasze telefony i "power
bank", a sami przystąpiliśmy tym razem do testowania baru pokładowego, na
dobry i spokojnny sen :D W prezencie od Air Berlin dostaliśmy jeszcze gustowną
paczuszkę ze ...skarpetkami, zatyczkami do uszu, szczoteczką i pastą oraz
opaską na oczy. Taaaak, szczególnie jeśli chodzi o ten ostatni prezent, to
widzę dla niego pewien potencjał ;-D. Na dziś wpis czas zakończyć, bo
przynieśli jakieś papu. W tej chwili jesteśmy 11952 m n.p.m., na zewnątrz jest
-59 stopni C, do lądowania w Abu Zabi mamy 4h26min i wg mapy z wolna (913 km/h)
zbliżamy się do granicy ukraińsko-mołdawskiej. Ciąg dalszy w kolejnym odcinku
[postaram sie przepisać jeszcze dzisiaj - przyp.red. z teraz ;)]
Abu Dhabi International Airport, wrzesień 2013
1 komentarz:
Lubię to!
Prześlij komentarz