Wyszliśmy po dwóch dniach z dżungli, wypad mega. Mamy znowu prąd, net i wodę. Update co do ostrego żarcia - na lokalnym targu kupiłem zupkę z owocami morza, w połowie się poddałem (również z powodu porcji, ale ostra jak piorun bez dwóch zdań). Dziennik pisany na bieżąco, muszę tylko do kompa przepisać. Może uda się w autobusie, nocą wracamy do Bangkoku. Jest dobrze :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz